Poradnik

Poradnik

Jak zacząć biegać

Jak zacząć biegać

Każdy powód jest dobry

Mówi się, że postanowienia noworoczne działają na nas około dwóch tygodni. Potem większość daje sobie spokój z rozpoczęciem tego co planowali, gdy tylko kalendarzu pojawi się stosowna data. Zabawne wydają się żarty o Krysi, która płacze, że znów nie poszła na trening – szósty rok z rzędu : ) ale czy to nie dotyczy każdego z nas? Wirtualne deadliny, które układamy sobie w głowach każdego dnia, są częścią naszego „lepszego JA”. Mariusz codziennie mówi sobie, że od jutra rzuci palenie, by zaoszczędzone pieniądzeodkładać na wymarzone wakacje. Tomasz od trzech lat zapisuje się na siłownię, żeby lepiej wyglądać na plaży w Juracie. Agnieszka od następnego weekendu zacznie chodzić na spacery Nordic Walking, kijki już dostała od męża pod choinkę – dwa lata temu…

                Każdy powód by zacząć jest dobry. Niestety, dla wielu, każdy powód by nie zaczynać lub przestać, także jest dobry. O tak, jesteśmy mistrzami prokrastynacji – odkładania tego co ważne na później w imię mniej istotnych spraw. Doskonale znają to studenci, którzy zaczynają myć okna lub trzepać dywany w chwilach kiedy powinni się uczyć na zbliżające się kolokwium. Wtedy wszystko inne jest takie pilne do załatwienia. Czy z bieganiem jest podobnie?

                Początkujący biegacze są bardzo kreatywni jeśli chodzi o wyszukiwanie powodów do tego by nie zaczynać lub przerwać to co zaczęli. Te najmniej wyszukane są związane z pogodą – w lato za ciepło, w zimę za zimno, jesienią za mokro lub zbyt wietrznie… Idąc tym tropem w ogóle nie powinniśmy wychodzić z domu, nawet do pracy. Popularne biegowe powiedzenie mówi, że nie ma złej pogody, są jedynie źle ubrani biegacze. Argument o tym, że ktoś nie wie jak się ubrać, jest jednym z bardziej sensownych. Ogromna rzesza nawet bardziej doświadczonych „runnersów” ubiera się ZA CIEPŁO. Efekt jest taki, że po dwóch kilometrach mają dość albo szukają sposobu by pozbyć się ubrania. Wystarczy trzymać się założenia, że jest 7-10 stopni cieplej niż w rzeczywistości i pod taką temperaturę się ubrać. Jeśli dalej sprawia nam to trudność, z pewnością w lokalnym sklepie sportowym uzyskamy fachowe doradztwo w tym zakresie. Z reguły jednak jest to znacznie prostsze, gdyż aktualnie ciężko jest sobie wyobrazić kogoś, kto nie ma żadnych biegających znajomych, w każdy weekend spamujących portale społecznościowe fotkami ze swoimi medalami i numerami startowymi z zawodów. Taka osoba zapytana o to jak zacząć, zacznie Wam opowiadać przez minimum dwie godziny ze szczegółami wszystko co wie na ten temat i raz dwa awansujecie o dziesięć stopni w jej hierarchii znajomych. Poza tym, w okresie kiedy temperatura przekracza 15 stopni i nie pada, wystarczają tylko biegowe buty, dowolne spodenki i koszulka. Dobre buty to w zasadzie jedyny niezbędny zakup, więc ewentualne argumenty o „braku kasy” zostają natychmiast obalone. Jest też grupa wymówek związanych z brakiem kondycji – „wiesz, jakbym przebiegł kilometr to chyba bym umarł” lub „coś ty, jak dobiegam do autobusu to mam taką zadyszkę…”. Jak to więc jest, że Maciek jeszcze rok temu był siedem kilogramów cięższy i całe dnie siedział z kumplami w pubie, a w zeszłą niedzielę przebiegł pierwszy maraton? To bardzo proste, wystarczy systematycznie ubierać buty biegowe i wychodzić pobiegać. Często wystarczy nawet pół godziny treningu co drugi/trzeci dzień, by bardzo szybko przekonać się jak wiele potrafi nasze ciało. Brzmi prosto? Bo takie właśnie jest bieganie!

Jeśli już zaczęliśmy, to jak sprawić by nie przestać? Ciekawą wymówką, poniekąd słuszną zwłaszcza dla kobiet, jest fakt, że w ciągu dnia pracują, a wieczorem jest już ciemno i mają obawy co do swego bezpieczeństwa. Równolegle z nią słychać też głosy o tym, że bieganie samemu jest zwyczajnie nudne. Tutaj na ratunek przychodzą lokalne grupy biegowe, które jak „grzyby po deszczu” wyrosły w większości polskich miejscowości. Główną ich zaletą jest fakt, oprócz łatwości ich znalezienia w internecie, że najczęściej spotykają się wieczorami, kiedy wszyscy są już po pracy. Dzięki sile grupy nie tylko jesteśmy bezpieczni, ale przede wszystkim poznajemy wspaniałych, pozytywnie nastawionych ludzi, którzy dla siebie nawzajem są motywatorami do rozwijania biegowej pasji. Liczba dobrych biegowych znajomych przybywa wprost proporcjonalnie do długości trwania naszej przygody biegowej, więc szybko okazuje się, że nasz kalendarz na rok wprzód zostaje zapełniany przez kolejne atrakcje organizowane przez jednych czy drugich biegowych towarzyszy. Przeważnie są to lokalne grupy przypisane do konkretnego miejsca, ale czasami są to też zrzeszenia biegaczy na skalę ogólnopolską, którzy dzięki posiadaniu stosownej, rozpoznawalnej wszędzie koszulki, czy innego oznakowania (jak np. naklejka na samochodzie), mają „otwarte drzwi” do wielu biegowych światów, będąc bardzo mile widzianymi w każdym miejscu w którym się pojawią. Biegowe towarzystwo wydaje się być najskuteczniejszym sposobem na to, aby nie porzucić tego co zaczęliśmy. Jeśli zaś mamy ciężki tydzień, kiedy potrzebujemy odpoczynku od ciążących nad nami problemów, to idealnym rozwiązaniem będzie biegowa wycieczka w góry lub do lasu, gdzie w ciszy można się zmęczyć, wypocić, a co za tym idzie najczęściej – wymyślić rozwiązania dla tego co nas stresuje. Krótko mówiąc, zrelaksować się. Niektórzy twierdzą, że wycieczka biegowa to najtańsza i najprzyjemniejsza możliwa randka!

Kiedy już wsiąknęliśmy na dobre w biegowy świat i wiemy, że to już nie jest tylko chwilowa fanaberia, warto zadbać o to byśmy biegali mądrze. Mądrze to znaczy: w odpowiednim obuwiu z amortyzacją, w miejscach gdzie jest to bezpieczne jak np. parki, lasy, bieżnie lekkoatletyczne, górskie szlaki. Na pewno nie jest wskazane długotrwałe bieganie po betonie, czy kostce brukowej, gdyż to bardzo niekorzystnie wpływa na nasze stawy. Ponadto uważajmy, by zbyt szybko nie dać się ponieść ambicji. Bardzo często w pierwszym roku biegania, nowi adepci czują się tak mocni widząc szybko postępującą formę sportową, że narzucają sobie coraz cięższe cele treningowe i startowe, zwiększając do niemądrych rozmiarów „bagaż” przebieganych kilometrów. W wielu przypadkach skutkuje to bolesnymi kontuzjami, które mogą nas wyeliminować na pewien czas z uprawiania sportu, często wystawiając na próbę nasze portfele lub cierpliwość do czekania w kolejkach u lekarzy. Warto więc zachowywać umiar.

Jeśli nadal nie jesteście przekonani, to zadajcie sobie proste pytanie: „Czy znam kogoś, kto żałowałby tego, że zaczął biegać?”. Ja przez 9 lat przygody z bieganiem nie spotkałem ani jednej takiej osoby!

Czy życie biegacza to życie pełną piersią? Może to odpowiedź dla Benjamina Franklina, który twierdził, że: „Większość ludzi umiera w wieku 25 lat, ale czekają z pochówkiem aż do śmierci”.

Sprawdźcie!

Mateusz Banaś

- 30-letni ultramaratończyk, triathlonista, pasjonat biegania, niepoprawny optymista.

Tags: Bieganie